Większość z Was (ćwiczących) zapewne obejrzała film Yamakasi lub Jump London i od razu wyszła na ulice by kontemplować mistykę miasta :) Otóż u nas odbyło się to w trochę inny sposób. Gdy postanowiliśmy zacząć ćwiczyć nie marzyliśmy o treningu na mieście.
Na początku udaliśmy się do niewielkiego lasku i wspinaliśmy się po drzewach, przeskakiwaliśmy dziury w ziemi, wyrwy itp. Ale pewnego dnia wszystko miało się odmienić. Ponieważ las był niewielki to drzewa stawały się powoli monotonne toteż zapragnęliśmy poszukać nowych miejsc.
Nasza przygoda z Parkour rozpoczęła się na ulicy Elegi. Było tam wiele barierek i niezgorszych infrastruktur. Zaczęliśmy skakać. Po zaledwie dwóch dniach zobaczyliśmy znaczne różnice w naszych umiejętnościach. Tak właśnie zaczynaliśmy :]
Później postanowiliśmy się jakoś nazwać, najodpowiedniejszą nazwą okazało się wymyślone przeze mnie d& (czyta się to 'di end') a więc The End. Nazwa "koniec" przypadła nam do gustu zaraz po pierwszych poważniejszych upadkach :D Mam tu na myśli zwłaszcza Sokoła ;)
Z czasem zrozumieliśmy, że Parkour to nie tylko skakanie ale i ciężki trening, bez którego ciągle narażamy się na niebezpieczeństwo. Gdy zaczęliśmy intensywniej ćwiczyć aspekty siłowe, weszliśmy na nową, lepszą drogę rozwoju.
W teamie było już łącznie sporo osób, o czym można się przekonać tutaj, jednakże z różnorakich powodów niektórzy z nich przestali z nami ćwiczyć. W każdym razie historia d&, mimo paradoksalnej nazwy, nadal trwa i mamy nadzieje, że będzie trwała jeszcze długo :]
Lazarus
|
|
 |